Strajki to dziś jeden z głównych tematów w Polsce. Można by powiedzieć, że kto żyw to strajkuje bo jak wszyscy to wszyscy. Zaczęło się jeszcze w zeszłym roku od lekarzy, pielęgniarek, nauczycieli i górników, a teraz zaczynają policjanci, listonosze, a dziś strajk zapowiedzieli nawet pracownicy akademiccy. Z jednej strony można ich wszystkich zrozumieć, każdy chce zarabiać więcej, a przecież mamy ponoć duży wzrost gospodarczy. Nowy rząd obiecał cudy i znaczące podwyżki w budżetówce więc się teraz tego od niego oczekuje realizacji tych obietnic. Nie ważne że trochę krótko rządzi i ciężko coś by było zrobić ale z drugiej strony miały być gotowe projekty (jak zwykle więc niech opozycja się tego nie czepia bo w ich przypadku było tak samo; obietnice bez pokrycia), a jakoś ich nie widać. Niedługo będzie można pewnie ułożyć jakiś kalendarzyk strajkowy; w poniedziałek celnicy więc nie jedziemy na wschód, we wtorek policja więc nie wychodzimy z domu, w środę lekarze więc lepiej wyjść z domu bo 9/10 wypadków właśnie tam się zdarza, w czwartek poczta to nie wysyłamy listów, w piątek nauczyciele to długi weekend dla uczniów i studentów, w sobotę pewnie byli posłowie blokują drogi żądając zasiłków za swą niegdysiejszą “pracę”, a w niedziele? Może telewizja publiczna?
Mnie jednak interesuje inny aspekt tych strajków. jak się dobrze przyjżeć to strajkują pracownicy budżetówki oraz firm państwowych. jedynym wyjątkiem byli górnicy i akurat ich strajk nie miał wpływu na funkcjonowanie społeczeństwa, chcieli sobie głodować pod ziemią, ich sprawa i ich pracodawców (może trzeba było ich pozwalniać i zatrudnić Ukraińców?. Zwłaszcza, że strajkowała niewielka grupa załogi kopalni a reszta po prostu nie mogła przez nich uczciwie pracować. Ale to i tak sprawa spółki węglowej a nie nasza, premier Pawlak akurat w tym przypadku postąpił całkiem słusznie umywając ręce i aż dziw bierze, że lewicowe media (prawie wszystkie) nie urządziły na niego nagonki podobnie jak kiedyś na Cimoszewicza, który powiedział prawdę w czasie wielkiej powodzi o ubezpieczeniach. Reszta strajkujących to ludzie, którzy otrzymują pensję od państwa czyli od nas. Poczta (mam z nią styczność codziennie) ma monopol na listy do 50g czyli te, których jest najwięcej. Skutkuje to tym, że listy te są drogie i dostarczane niesprawnie bo tak działa każda państwowa firma, zarządzane jest źle bo niema konkretnego właściciela, któremu zależy na zysku, a pracownicy mają pewne posady. Już nie mogę doczekać się uwolnienia rynku pocztowego ale zanim monopol poczty zostanie zlikwidowany jeszcze duuużo listów nie zostanie dostarczonych na czas. O ile sprywatyzowanie Poczty można sobie wyobrazić w Polsce chociaż ciężko to prywatyzacja policji, służby zdrowia i szkolnictwa to istny obłęd dla przeciętnego Kowalskiego, to łamanie niepodważalnych dogmatów. Zdobyczy państwa socjalnego, które daje obywatelom darmową opiekę lekarską i wykształcenie (hahaha) Celnicy? A po co oni w ogóle? Skoro dobre jest otwarcie granic wewnątrz Unii to dlaczego na zewnątrz nie? Zaleje nas tania siła robocza? Przemyt? Nielegalna imigranci? I bardzo dobrze, zwiększy sie konkurencyjność rynku. Wszyscy mówią o wolnym handlu a jakoś go niema, cła są nawet wewnątrz Unii, chce się zabraniać importu z Chin bojąc się o własne produkty. Przecież to spirala prowadząca do nikąd. Nie będzie tanich ubrań z Chin tylko drogie z Włoch i tańsze z Polski? To w co się będzie ubierać 90% ludzi w Europie? Potanieją te ubrania? Nie bo będą mieć mniejsza konkurencję. należy zlikwidować cła, akcyzy i inne VATy nieznane w normalnych państwach, a nie będziemy mieć takich problemów. Łatwo się tak mówi, ale jak zamiast dążyc do libaraliczacji handlu i gospodarki daje się więcej pieniędzy np lekarzom, którym państwo w ogóle nie powinno płacić to jeszcze długo będziemy mieć strajki jako główne wiadomości dnia.
Cholera się rozpisałem, pewnie trochę mało składnie, no ale cóż to dopiero mój pierwszy wpis.